Z miłości do herbaty

Ta firma powstała dzięki przyjaźni. Ale to, czym się zajmuje, to już kwestia miłości, na szczęście odwzajemnionej. Hania kilka lat temu zakochała się w Tajwanie. Dziś, sprowadzanej stamtąd herbaty można smakować w lokalu przy ul. Chmielnej w Warszawie.

Marta Garlińska i Hanna Bęben znają się od czternastego roku życia. Już jako nastolatki myślały o tym, by w przyszłości robić coś wspólnie. Jak mówią, zawsze chciały mieć takie miejsce, do którego będą wracały, traktując je jako swoje.

Bez względu na to, czy pomysł na biznes wyszedłby od Marty, czy od Hani, na pewno znalazłoby się w nim miejsce dla tej drugiej. Kiedy Hani zaczynał tlić się w głowie pomysł na własną herbaciarnię, Marta pracowała jako specjalistka od e-commerce. Jednak to właśnie ona jako pierwsza uwierzyła w pomysł, wnosząc do niego swoją energię, rozmach, a także gotowość, by bezpieczną pracę na etacie rzucić dla wspólnej firmy.

Herbata zamiast piwa

Hanna studiowała sinologię na Uniwersytecie Warszawskim. Na drugim roku studiów otrzymała stypendium, dzięki któremu trafiła na Tajwan. Od razu zafascynowała ją niesamowita życzliwość i pogoda ducha mieszkańców.

– Wszyscy są bardzo mili i serdeczni. Na Tajwanie można spotkać miks kultury chińskiej, japońskiej, ale i amerykańskiej, dzięki czemu możesz tam poczuć się jak w Azji, ale jeśli chcesz, znajdziesz też miejsca, w których poczujesz się niczym w domu – opowiada Hanna.

– To tam zakochałam się w herbacie – wyznaje. – Herbaciarnie znajdują się tam na każdym rogu. Już wtedy pomyślałam, że chciałabym stworzyć w Polsce miejsce, w którym będzie można napić się herbaty na miejscu lub kupić ją w wygodnym kubeczku na wynos, ale sama nie zebrałabym się na odwagę.

Co takiego jest w herbacie, że Hania i Marta postanowiły właśnie ten napój lepiej wypromować wśród mieszkańców Warszawy? Mocna może pobudzić niczym poranna kawa, wieczorem zaś można sięgnąć po łagodną mieszankę, która uspokoi i pomoże osiągnąć stan błogiego relaksu. Zdaniem właścicielek lokalu, herbata może stanowić alternatywę wobec popularnego, wieczornego „wyjścia na piwo”. Jeśli nie chcemy pić alkoholu, a na kawę jest zbyt późno, herbata sprawdzi się doskonale.

– Znam osoby, które całkowicie zrezygnowały z alkoholu na rzecz Bubble Tea. Mogą podpisać się pod tym imieniem i nazwiskiem! – zapewnia Hania, sącząc w letni wieczór orzeźwiającą herbatę o smaku rabarbaru przy stoliku pod swoją własną herbaciarnią. Początki nie były jednak łatwe…

Droga pod górę

O otwarciu herbaciarni Hanna zaczęła marzyć w 2008 roku. Przez kolejne lata pomysł dojrzewał. Natomiast od decyzji o podjęciu tego wyzwania do otwarcia „Pij herbatę” minęło aż dziesięć miesięcy! Tyle czasu Marcie i Hani zajęło znalezienie odpowiedniego lokalu.

Teoretycznie ich wymagania nie były duże. Najważniejsze, aby lokal znajdował się w miejscu licznie uczęszczanym przez pieszych. Natomiast ze względu na koszty, nie powinien być zbyt duży. Niestety, w stolicy tzw. ciągi piesze to przede wszystkim ulice Nowy Świat i Chmielna, które pod względem kosztów najmu uchodzą za najdroższe w Polsce. Pewnym ratunkiem okazał się start w przetargu, umożliwiającym wynajęcie lokalu od miasta. Pierwsza próba nie powiodła się, ale kilka miesięcy później wspólniczki miały więcej szczęścia. Lokal pod adresem Chmielna 10 zlokalizowany jest nieco w głębi, wymagał też dostosowania do potrzeb gastronomii, ale właśnie on okazał się spełnieniem marzeń Marty i Hani.

Lokal to jednak nie wszystko. Potrzebne są jeszcze pieniądze i koncepcja biznesowa. Wspólniczki bardzo starannie przygotowały biznesplan, zamierzając wziąć udział w konkursie organizowanym przez bank. Jednak po przeanalizowaniu regulaminu, doszły do wniosku, że w przypadku niepowodzenia nie miałyby żadnej gwarancji, że pomysłu nie wykorzysta ktoś inny. Dlatego ostatecznie zdecydowały się postarać o inny sposób finansowania.

Na szczęście rodzina i znajomi uwierzyli w ich pomysł. W efekcie projekt Marty i Hani został zrealizowany z oszczędności rodzin oraz dzięki pomocy prywatnego pożyczkodawcy. Hanna osobiście nawiązała współpracę z tajwańską firmą, która zgodziła się dostarczać zarówno wysokiej jakości herbaty, dodatki, jak i np. specjalne kubeczki, dostosowane do maszyny laminującej. „Pij herbatę” to lokal będący jedynym partnerem tej firmy w Polsce.

Ponieważ produkty są sprowadzane, właścicielki muszą liczyć się z kontrolami, zarówno granicznymi, jak i sanitarnymi. Przyznają, że czasem bywają one uciążliwe, ale po ponad roku działalności szlaki są już przetarte i wiadomo czego można się spodziewać. Zdobyte doświadczenie sprawia, że prozaiczne problemy stają się łatwiejsze do pokonania.

A jednak się udało!

W czerwcu 2012 roku, gdy Marta i Hania otwierały „Pij herbatę”, podobnych lokali w Polsce jeszcze nie było. Brakowało więc gotowej formuły, na której wspólniczki mogłyby się wzorować. Tymczasem dziś obie cieszą się własną herbaciarnią i społecznością wiernych klientów, jaka zdążyła wytworzyć się wokół „ich miejsca”.

– Nasi klienci nas kochają, a my kochamy naszych klientów – deklaruje Marta. – Wielu z nich przychodzi do nas, by podzielić się radościami i smutkami. Kiedy mają problemy, przytulamy ich, robimy im pocieszającą herbatę, staramy się pomóc, jak tylko potrafimy. Właśnie niezwykła, przyjacielska atmosfera stała się siłą tego miejsca.

Przedsiębiorcze przyjaciółki przyznają jednak, że własny lokal to nie tylko przyjemne chwile. Taki biznes jest znacznie bardziej wymagający organizacyjnie niż wiele innych pomysłów na firmę. Trzeba dograć sprawy formalne, logistyczne, a także te związane z zatrudnieniem.

– Prowadząc lokal gastronomiczny, cały czas należy być na miejscu – podkreśla Marta. – Często powtarzamy naszym pracownikom, że jakość herbaty i zadowolenie klienta są najważniejsze, dlatego za każdym razem powinni pytać czy napój jest smaczny.
Własny lokal to nie biznes dla każdego. Ale jeśli ktoś ma dobry pomysł, jest pracowity, a do tego lubi kontakt z ludźmi, ma szansę odnieść sukces.

– Trzeba wierzyć w swój produkt, być cierpliwym, twardym i nieustannie szukać nowych możliwości – podpowiada Hania. A ponieważ upór sprawdził się w przypadku właścicielek „Pij herbatę”, pewnie sprawdzi się także w przypadku innych osób, mających równie wielką pasję i równie oryginalne pomysły.