Wątpliwa moc referencji

Referencje to doskonałe narzędzie dla przyszłego pracodawcy, by upewnić się co do przyszłego pracownika. Dla kandydata do pracy jest to natomiast sposób, by udowodnić swoją przydatność dla organizacji. Tyle teoria. Teraz przejdźmy do praktyki.

W rzeczywistości referencje niczemu nie służą. Uważasz to stwierdzenie za kontrowersyjne? Dobrze, złagodzę je – zazwyczaj niczemu nie służą, a przynajmniej nie dają żadnych gwarancji, że powiedzą cokolwiek istotnego o kandydacie do pracy. Dlaczego?

Sytuacja nr 1: Kandydat przechodzi do konkurencji

Wyobraźmy sobie, że Artur doskonale pracuje w firmie X. Jest bardzo ceniony za profesjonalizm i zaangażowanie, a jednak nie czuje się wystarczająco doceniany. W firmie Y miałby większe szanse na awans, ciekawsze obowiązki i wyższe zarobki. Problem w tym, że Y to konkurencja X.

Artur wysyła swoje CV i zostaje zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Następnie specjalista z działu HR dzwoni do pracodawcy Artura, by sprawdzić, jakim pracownikiem był Artur.

Co na to jego dotychczasowi przełożeni? Co powiedzą, jeśli są wściekli z powodu jego odejścia? Jak zareagują, skoro traktują decyzje Artura niczym „zdradę”? Rzecz jasna, nie powinni tak do tego podchodzić, jednak w prawdziwym życiu emocje często dochodzą do głosu szybciej niż rozsądek.

Możliwe, że były szef będzie chciał utrudnić Arturowi zmianę pracy. A jeśli tak, to może mówić o swym dotychczasowym pracowniku w taki sposób, by podważyć jego kompetencje i rzucić cień na cechy jego osobowości.

Sytuacja nr 2: Pracownik jest bardzo lubiany

W zupełnie innej sytuacji znajduje się Ania. Wszyscy w firmie bardzo ją lubią, bo można z nią porozmawiać na każdy temat. A rozmawiać z nią można bez przerwy! Ania jest miła, towarzyska, wesoła i nikt nie byłby w stanie odmówić jakiejkolwiek jej prośbie.

Kiedy więc Ania decyduje się odejść z firmy, szef bez żadnego sprzeciwu zgadza się wystawić jej wspaniałe referencje. Zresztą, po co ma je pisać sam? – Pani Aniu, proszę napisać, a ja podpiszę wszystko, co umieści pani w tym piśmie – brzmią słowa przełożonego.

Gdy potem odpowiednia osoba z działu HR zadzwoni do firmy, szef oczywiście potwierdzi wszystko, co najlepsze. Nie będzie przecież psuł dziewczynie opinii jakimiś tam zastrzeżeniami co do jej efektywności, słowami o notorycznych spóźnieniach czy niedociągnięciach w pracy.

Sytuacja nr 3: Zupełnie inny rodzaj pracy

Możliwy jest również trzeci scenariusz. Monika pracuje dobrze i wytrwale, a gdy chce odejść z firmy, jej przełożony rzetelnie ocenia jej kompetencje i zaangażowanie. Czyli – wszystko gra? Niestety, nie do końca.

Problem w tym, że Monika pracuje w dużym przedsiębiorstwie, doskonale sprawdzając się jako członek zespołu, a w swojej nowej pracy ma działać zupełnie samodzielnie, w znacznie mniejszej firmie, a do tego w innej branży. Nowy pracodawca będzie wymagał od niej wszechstronności, umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji, zdolności do sprawnego przeskakiwania z jednego zadania do drugiego.

Dlatego korzystna opinia o pracy Moniki w firmie A, wcale nie musi oznaczać, że równie dobrze poradzi sobie w firmie B, gdzie cenione będą zupełnie inne cechy i umiejętności.

Zarówno w pierwszej, drugiej, jak i trzeciej sytuacji referencje nie dadzą pożytecznych informacji na temat poszczególnych kandydatów. W pierwszej – będziemy mieli do czynienia ze złą opinią wynikającą z osobistej urazy, w drugiej – spotkamy się z pozbawionymi oparcia w faktach pochwałami. Co jednak najgorsze, nawet trzecia sytuacja, w której pracownik został oceniony uczciwie, przydatność referencji okaże się wątpliwa.

Dlatego właśnie referencje mogą stanowić co najwyżej uzupełnienie innych informacji zebranych o kandydacie, nigdy zaś nie powinny być głównym narzędziem decydującym o przyjęciu lub odrzuceniu czyjejś kandydatury.

Do referencji warto podchodzić z jak największą dozą ostrożności.

Marcin Pietraszek

Fot. Getty Images