Gdy czytamy o jedzeniu, stajemy się coraz bardziej głodni. Niestety, nie możemy Wam zapewnić jedzenia podczas lektury poniższego tekstu, ale już po jego przeczytaniu będzie można wygrać bon do restauracji. Tym goręcej zapraszamy do lektury rozmowy z Arkadiuszem Krupiczem, współzałożycielem serwisu Pyszne.pl
Marcin Pietraszek: Jak do tego doszło, że postanowił Pan stworzyć serwis, w którym internauci będą mogli zamawiać jedzenie?
Arkadiusz Krupicz: Na pomysł serwisu do zamawiania jedzenia przez internet wpadłem podczas praktyki studenckiej, którą odbywałem w Karlsruhe (Niemcy). Tam pierwszy raz zobaczyłem podobny serwis. Wraz z moim obecnym wspólnikiem Piotrem Czajkowskim zaczęliśmy przygotowania do stworzenia podobnego serwisu w Polsce. Niedługo później dołączył do nas mój brat Marcin. W trójkę wszystko zorganizowaliśmy i zaczęliśmy działać.
Na czym zarabia Pyszne.pl?
Pyszne.pl pobiera prowizję od restauracji za zamówienia złożone za pośrednictwem naszego systemu. Jest to bardzo korzystny model współpracy dla naszych restauracyjnych partnerów. To my martwimy się, żeby znaleźć im klientów. Jeżeli restauracja nie zarobi na nas, to i my nic nie zarobimy. Nie pobieramy żadnych stałych opłat. W najbliższej przyszłości planujemy wprowadzić dodatkowe usługi.
Czy pamięta Pan pierwszą restaurację, jaką udało się pozyskać do współpracy?
Oczywiście. To była Pizzeria Soprano’s we Wrocławiu, na ulicy Skarbowców. Właściciel restauracji od początku wierzył w nasz pomysł. Sam zresztą doskonale orientuje się w internecie. Pytał jedynie o nasz sposób na znalezienie „głodnych klientów” i sam nawet podrzucił nam kilka pomysłów.
Z przekonaniem pierwszej restauracji nie mieliśmy więc większych problemów. Z kolejnymi było dużo ciężej. Na początku sam werbowałem restauracje i niejednokrotnie słyszałem „nie”, zanim jeszcze zdążyłem opowiedzieć o nas do końca.
Restauracje miały zastrzeżenia, że zamawianie jedzenia przez internet nie ma przyszłości i że będzie z tym „więcej zachodu” niż to warte. Naszym mocnym argumentem było otrzymanie dofinansowania z Unii Europejskiej. Im więcej mieliśmy partnerów, tym łatwiej było nakłonić kolejnych.
Jakie były największe trudności w tym początkowym okresie?
Największym problemem było dla nas zbudowanie odpowiedniej bazy restauracji oraz stworzenie dobrego systemu. Na początku przesyłaliśmy zamówienia SMS-em, co kompletnie się nie sprawdziło. Restauracje albo nie odbierały SMS-ów, albo źle je odczytywały. Doszło do tego, że wiele zamówień musieliśmy przekazywać telefonicznie.
Zaczęliśmy rozglądać się za bardziej optymalnym rozwiązaniem, którym okazały się terminale GPRS. Są to urządzenia stojące w restauracjach, które drukują zamówienia z Pyszne.pl i umożliwiają restauracjom podanie czasu dostawy. Czas ten następnie wyświetlamy użytkownikowi na ekranie. Wszystko dzieje się bez naszej ingerencji. Rozwiązanie to jest jednak bardzo drogie.
Właśnie! Pyszne.pl wydaje się bardzo kosztowną inwestycją…
Niestety tak. Działanie serwisu Pyszne.pl to m.in. koszty pozyskania restauracji, technologia (terminale GPRS), back office, obsługa klienta oraz marketing. Obecnie w Polsce nasz zespół liczy ok. 30 osób. Realizacja naszego planu na najbliższe lata pochłonie kilka milionów. Konieczne jest zatem solidne finansowanie.
Skąd miał Pan środki na rozpoczęcie biznesu?
Pierwsze wydatki sfinansowaliśmy ze środków własnych oraz naszych rodziców. Otrzymaliśmy też dofinansowanie w wysokości ok. 400.000 PLN z Europejskiego Programu Innowacyjna Gospodarka Działanie 8.1. To umożliwiło nam dobry start.